Wpisy z tagiem: szczęście

    Zmienila status- zareczona

    2

    Cześć drogi czytelniku….
    Pisze po pewnej małej przerwie, kiedyś wspominałam ze M. Sie do mnie wprowadził.. no ale jak to w moim zyciu bywa zasze ewidentnie musi sie coś spierdolic, sorki za slonictwo ale inaczej tego opisac sie po prostu nie da. Na drodze do naszego „…i zyli długo i szczęśliwie” stanęła moja własna mama? .
    Smutne ale prawdziwe… niestety ale poki co sama nie potrafie tego ogarnac co sie dzieje, no ale mniejsza o szczegoly…bo nawet jakos do mnie nie dociera ze w natłoku zdarzen M. Sie oswiadczyl, obylo sie bez tandetnego pierscionka i bukietu kwiatow, zrobil to tak jak sobie wymarzylam, w garazu nakretka. Hm, w pierwszej chwili myslalam ze on sobie ze mnie zartuje wiec po tym jak uslyszalam magiczne pytanie : Czy wyjdziesz za mnie? Nie zastanawiajac sie ani chwili dluzej musialam odparowac: a czy wszystko mam za ciebie robic? W gronie znajomych rozlegl sie smiech a do mnie dopiero po chwili dotarlo co tak naprawde uslyszalam. Tak wiec nie moglam zrobic inaczej jak sie nie zgodzic.
    Tak wiec jeszcze w tym roku zostane mezatka, nie wiem czy sie smiac czy plakac bo zawsze mowilam ze jak mi w zyciu nic nie wyjdzie wtedy wyjde za maz…. No ale coz chyba sie starzeje ;)
    Postanowilismy ze sie przeprowadzimy (czasem mam wrazenie ze nie mozemy znalezc swojego miejsca na tym swiecie). Miesiac temu wprowadzilismy sie do rodzicow M., poczatkowo jezdzdzilam do starej pracy, ale 150km dziennie wyczerpywalo mnie fizycznie i psychicznie. Znalazlam prace tu w wiosce (tak mieszkam na wsi, ale nadal boje sie slimakow), w sklepie spozywczym nie jest to szczyt moich ambicji ale lepsze to niz siedzenie cale dnie w domu i gapienie sie metoda sufit podloga telewizor…. Musze powiedziec ze jest dobrze. Nie narzekam (tylko momentami chce go zabic, ald powstrzymuje mnie fakt ze nie wytrzymam tylu lat w zamknieciu) czyby to wlasnie bylo szczescie ??

    Welcome back….

    0

    Mila powoli wraca do życia… chyba minął mi już etap zauroczenia drugą osobą a teraz stanęło na tym, że jestem po prostu zakochana :)
    W pierwszym dniu 2014 roku zrobiłam postanowienia noworoczne … no wiecie takie tam brednie (przynajmniej wtedy tak myślałam), chciałam zrobić prawo jazdy, kupić samochód taki za którym wszyscy będą się oglądać, no i chciałam mieć przy sobie mężczyznę , takiego który nie będzie ze mną dla mnie i dla siebie który będzie mnie kochał, taką jaka jestem …
    No i w pierwszym dniu 2015 roku, mogłam z czystym sumieniem stanąć na podwórku rozejrzeć się i zobaczyć … mam wszystko czego chciałam… Zrobiłam prawo jazdy, kupiłam samochód za którym część się ogląda a część chce się przejechać.. No i trzecie wreszcie dziś u mego boku stoi ON ten jeden jedyny…
    Jestem wyjątkowo i niezaprzeczalnie szczęśliwa, chociaż nie powiem ma On swoje humory no i powoli zaczynamy się kłócić już jak stare dobre małżeństwo, czasem idziemy na kompromis a czasem jedna strona ustępuje dla dobra tej drugiej.
    Dajemy radę, więc jeśli ktoś Wam kiedyś powiedział, że odległość rozdziela ludzi, nie słuchajcie go, jeśli chcecie się rozstać tylko ze względu na to że dzieli was odległość nie róbcie tego.
    Odległość to tylko dziwna jednostka miary którą ktoś kiedyś wymyślił … Najważniejsze jest to co do siebie czujecie…. :)

    Nam niestety nadal nie udało się zamieszkać razem, ale wszystko powoli zmierza w dobrym kierunku, zaczęliśmy o tym rozmawiać.. No i znaleźliśmy wyjście z tej sytuacji Mateusz zaczął szukać pracy tutaj… Jeśli do marca nie znajdzie, to ja zacznę szukać pracy tam ( o co prosi mnie jego mama, zebym nie zwlekała ) :)

    Strasznie dłuży mi się dzis czas w pracy wiedząc że Matt ma wolne i gotuje dla mnie… Strasznie lubie takie dni kiedy wracam do domu i on na mnie czeka :)

     

    Ahh….

    chyba się rozpisałam.
    Pozdrawiam M.