Cześć drogi czytelniku….
Pisze po pewnej małej przerwie, kiedyś wspominałam ze M. Sie do mnie wprowadził.. no ale jak to w moim zyciu bywa zasze ewidentnie musi sie coś spierdolic, sorki za slonictwo ale inaczej tego opisac sie po prostu nie da. Na drodze do naszego „…i zyli długo i szczęśliwie” stanęła moja własna mama? .
Smutne ale prawdziwe… niestety ale poki co sama nie potrafie tego ogarnac co sie dzieje, no ale mniejsza o szczegoly…bo nawet jakos do mnie nie dociera ze w natłoku zdarzen M. Sie oswiadczyl, obylo sie bez tandetnego pierscionka i bukietu kwiatow, zrobil to tak jak sobie wymarzylam, w garazu nakretka. Hm, w pierwszej chwili myslalam ze on sobie ze mnie zartuje wiec po tym jak uslyszalam magiczne pytanie : Czy wyjdziesz za mnie? Nie zastanawiajac sie ani chwili dluzej musialam odparowac: a czy wszystko mam za ciebie robic? W gronie znajomych rozlegl sie smiech a do mnie dopiero po chwili dotarlo co tak naprawde uslyszalam. Tak wiec nie moglam zrobic inaczej jak sie nie zgodzic.
Tak wiec jeszcze w tym roku zostane mezatka, nie wiem czy sie smiac czy plakac bo zawsze mowilam ze jak mi w zyciu nic nie wyjdzie wtedy wyjde za maz…. No ale coz chyba sie starzeje ;)
Postanowilismy ze sie przeprowadzimy (czasem mam wrazenie ze nie mozemy znalezc swojego miejsca na tym swiecie). Miesiac temu wprowadzilismy sie do rodzicow M., poczatkowo jezdzdzilam do starej pracy, ale 150km dziennie wyczerpywalo mnie fizycznie i psychicznie. Znalazlam prace tu w wiosce (tak mieszkam na wsi, ale nadal boje sie slimakow), w sklepie spozywczym nie jest to szczyt moich ambicji ale lepsze to niz siedzenie cale dnie w domu i gapienie sie metoda sufit podloga telewizor…. Musze powiedziec ze jest dobrze. Nie narzekam (tylko momentami chce go zabic, ald powstrzymuje mnie fakt ze nie wytrzymam tylu lat w zamknieciu) czyby to wlasnie bylo szczescie ??