Odkąd P. wyjechał stało się to wszystko jakieś puste, pozbawione sensu, światła. Dziwne w jaki sposób moze brakować drugiego człowieka… Nie ma mnie kto odprowadzać na autobus do pracy, nikt na mnie nie czeka, nie ma mi kto zrobić kawy… Niby proste czynności a jednak.. Naprawde bałam się przywyknąć, ale to stało się mimowolnie.
Brakuje mi jego smutnego uśmiechu, głupowatych min… i po prostu obecności.
No ale, jest nadzieja że za 9 dni się zobaczymy… jak mam być szczera nie mogę się już doczekać…
Poza tym, co u mnie ? Myśle nad rezygnacją ze szkoły… wiem, ze został mi ostatni semestr, że tak wiele pracy i wysiłku włożyłam w to aby być tu gdzie jestem teraz… ale chyba po prostu się do tego nie nadaje… za dużo mam na głowie, siedzenie w pracy do późna,  kurs na prawo jazdy… prawie zerowy czas dla siebie… a może po prostu przesadzam?
Never mind.