Cześć , dawno tu nie zaglądałam ale wiele się dzieje nie wiem zbytnio od czego mam zacząć…Mój dzień i tydzień upływa sobie w jednostajnym monotonnym ruchu, praca dom, sprzątanie gotowanie, czasem druga praca a w weekendy szkoła a jeśli nie szkoła to praca. Dałam się wciągnąć w krwiożerczy mechanizm, który jak tak dalej pójdzie to mnie wykończy. Ale dzieki temu nie mam czasu na zbędne myślenie i roztkliwianie się nad swoim losem.
Hm, przez ostatni tydzień czy tam już chyba będą nawet dwa tygodnie, wiele rzeczy w paskudny sposób mnie zaskakiwało, a mianowicie chodzi o to, że znowu daje się mi we znaki tzn. przypomina mi się osoba o której chce zapomnieć , której szczerze nienawidzę i może to podłe co teraz powiem ale życzę jemu wszystkiego co złe, najgorsze. Osobę o której w życiu bym nie powiedziała nic dobrego, a gdyby się paliła to ten ogień podlewałabym jeszcze benzyną… Zastanawiacie się o kogo chodzi, powiem wam chodzi o mojego ojca… a nie wybaczcie tego ojcem nie można nazwać ojciec o chyba ktoś kto Cię kocha, wspiera, pomaga, daje dobre rady, rozumie. Zastąpmy więc puste słowo „ojciec” słowem które wyraża więcej niż tysiąc słów PALANT, będzie sprawiedliwiej.
Mianowicie któregoś pięknego dnia ów PALANT pojawił się w mojej pracy, z samego rana miał chyba zamiar zepsuć mi dzień już na wstępie…
Dał mi rachunek (grzecznie jak na profesjonalistę przystało przyjęłam zlecenie) no i się zaczęło… PALANT mówi: Wiesz ten rachunek już jest trochę spóźniony no bo wiesz komornik i to wszystko. Na to ja już lekko podenerwowana : Pan wybaczy, w ogóle mnie to nie interesuje. No to kolej na PALANTA: No ale wiesz ja mam teraz rodzinę, dzieci. Masz może pożyczyć 50 zł. A może odwołałabyś tego komornika? Wiesz rodzinie trzeba pomagać.
W tym momencie czułam jak cała moja wściekłość miesza się z furią i że już ciężko mi nad sobą panować. Trzy głębokie wdechy odpowiadam: Chyba Ci się coś we łbie poprzewracało?! Bóg Cię kurwa opuścił! Jak śmiesz po 19 latach pokazywać mi się na oczy?! No jak ?! Gdzie była rodzina jak leżałam w szpitalach?! Jak większość czasu po operacji leżałam na oddziale intensywnej terapii jedną nogą w grobie?! Nie było ani Ciebie ani kurwa żadnego! A przy moim łóżku stała tylko moja mama….I Ty śmiesz mi mówić o rodzinie?! WYPIERDALAJ…
No i się skończyło wyszedł, a raczej został wyrzucony…
Rany,, masakra do tej pory jak sobie o tym pomyśle to szału dostaje.
Eh, problemów rodzinnych nie koniec, mam dwie młodsze siostry w wieku buntowniczym, nastolatki… Które eh szkoda nawet gadać…
Trochę żałuje, że nie jesteśmy z sobą zżyte tak by móc ze sobą gadać o wszystkim….
Zazdroszczę pewnemu rodzeństwu, że tak dobrze się rozumieją i że jeden za drugiego dałby się pociąć…
Eh… chyba wychodzę na melancholika.
Pozdrawiam M.